Jeśli chodzi o pisanie tekstów, jesteśmy zawodowcami. Potrafimy ubrać w słowa dowolny komunikat, nie tylko pozytywny. Nie ma dla nas formy literacko nie do udźwignięcia. Gdyby któryś z klientów zażyczył sobie pentametru jambicznego, prawdopodobnie odradzilibyśmy tę opcję nie ze względu na niemoc twórczą w tej materii (bo wszak nie problem pisać w metrum tym), ale posiłkując się argumentami czysto pragmatycznymi (przed wieprze pereł rzucać nie ma co). Nasze doświadczenie obejmuje zarówno formy obszerne, jak i zwięzłe, nie wyłączając scenariuszy filmów, co skłoniło nas do rozważań, kogo można by obsadzić w rolach głównych, gdyby powstało arcydzieło kinematografii o naszej wybitnej czwórce, które zatytułowaliśmy roboczo Licz się ze słowami.
Agnieszka
Witkacy copywritingu – a to porywający reportaż trzaśnie, a to olśniewające hasztagi zmaluje i nawet nie potrzebuje do tego środków psychoaktywnych. Kiedy w social mediach wybucha pożar, przy którym ten w Londynie w 1666 r. to zwykły grill na balkonie sąsiada, wkracza ona, cała na biało, po czym gasi go potęgą swojego profesjonalizmu, popijając ze szklanki lodowatą mineralną z równie lodowatym spokojem. Anna Dymna doskonale odegra sceny, w których nasza bohaterka rozmawia z klientem, cierpliwie wysłuchuje jego wizji najbliższej kampanii reklamowej, po czym głosem słodkim i aksamitnym jak miód chwali ów przebłysk geniuszu, tłumacząc jednak, dlaczego zrobimy zupełnie odwrotnie, a on z wdzięczności na klęczkach całuje ją po rękach i obiecuje, że nazwie po niej wszystkie swoje dzieci, również te płci męskiej. Uśmiech Mony Lisy połączony z bezlitosną siłą perswazji w adaptacji z Fabryki Marzeń przyniesie z kolei Meryl Streep siedemnastego Oscara w karierze, a zakładane do roli zabójczo stylowe oprawki okularów staną się synonimem lansu na najbliższe dekady oraz źródłem porzekadła w świecie mody, że „diabeł ubiera się w Mieście Doznań”.
Jacek
Wszystkie swoje kwestie rozpoczyna frazą: „Może to głupi pomysł…” i chociaż pomysły najczęściej są dobre, to doprowadza rozmówców do szewskiej pasji tym, że przerywa im w pół zdania, żeby się nimi podzielić. O ósmej rano jest już po piątej kawie, z których dwie zdążył uwiecznić na fotografiach, po czym wrzucić na fejsa i na insta. W rodzimej produkcji gra go Marcin Dorociński, bo te modre, nieco podkrążone oczy z odrobiną czyhającego w nich szaleństwa nadają się do tej roli doskonale, należy tylko dopełnić look brodą balansującą na cienkiej granicy pomiędzy hipsterem a kloszardem. Wersja hollywoodzka musi być odpowiednio udramatyzowana, zatem kawę zastępuje „hera, koka, hasz, LSD”, a w naszego bohatera brawurowo wciela się Leonardo DiCaprio, który może wykorzystać swoje doświadczenie z filmu Aviator w scenach, kiedy Jacek lata samolotem i kręci filmy, tyle że tym razem boski Leo musi te dwie czynności wykonywać jednocześnie, popijając przy tym kawusię z dripa.
Salome
Mizantropka, ale sprawiedliwa – wszyscy irytują ją tak samo. Mało kto wie, że w ogóle tu pracuje, bo na spotkaniach z klientami z zasady się nie pojawia, chyba że może liczyć na dobre żarcie na koszt firmy. Maja Ostaszewska świetnie odnajdzie się w scenach, kiedy nasza bohaterka zapycha się ciastem czekoladowym, żeby tylko nie wyrwał jej się złośliwy komentarz, przywołuje na usta uprzejmy uśmiech, a w oczach ma nieodmienną pogardę dla wszystkich social mediów świata, ponieważ opierają się algorytmach traktujących jako priorytet interakcje użytkowników. W adaptacji hollywoodzkiej jej postać udaje głuchoniemą, żeby nie musieć odbierać telefonów, a gra ją Rachel Weisz o wyrazistej mimice oraz wybujałej gestykulacji, klnąc siarczyście w języku migowym.
Konrad
Talent komediowy ujawnia rzadko, ale kiedy już to robi, to powstają o nim memy, które będziemy pokazywać naszym wnukom. Ekonomista, liczby kocha tak bardzo, że reszta zespołu podejrzewa, że przybył na Ziemię z Matplanety. Do tego ma pamięć absolutną do nazwisk, czym doprowadza do dzikiej zazdrości Salome, która potrafi zapomnieć, jak sama się nazywa. Wszechstronnie uzdolniony – i etiudę zagra na fortepianie, i papieskim gestem pozdrowi widownię na konferencji, zatem człowieka, który został Konradem, może zagrać tylko i wyłącznie Piotr Adamczyk. Natomiast za oceanem wciela się w niego Aaron Eckhart, wykorzystując warsztat wypracowany do roli Dwóch Twarzy z Mrocznego rycerza – dla obcych nieskazitelnie uprzejmy i uroczy, z każdym dojdzie do porozumienia, przy swoich rzuca mięsem i daje upust frustracji na rzeczywistość, wykrzykując złowieszczo swoje motto: „Jeszcze się policzymy!”, choć nikt nie jest pewny, do kogo tak właściwie je adresuje.
Wszystkie zdjęcia: Wikimedia Commons
—

Salome Kielar
Creative Editor w kancelarii doradczej KBDK








