Czy koronakryzys już się zaczął? Jeśli nie – to jak się przed nim ustrzec? A jeśli tak – to jak niwelować jego negatywne skutki? Jak może w tym pomóc odpowiednia komunikacja? To pytania, na które postaram się odpowiedzieć posługując się danymi, co przy okazji pozwoli pokazać w jaki sposób ja i mój zespół podchodzimy do przygotowania się w trudnych tematach i jak patrzymy na dane.
W zależności od branży, o której mówimy, nastroje mogą być bardzo różne – od dobrego samopoczucia firm farmaceutycznych i związanych z szeroko pojętą ochroną zdrowia aż po przygnębienie, czy wręcz depresję w przypadku firm z branży eventowej i konferencyjnej.
Jak przy tym miewa się tzw. środek? Spójrzmy na dane. Te niestety nie są zbyt optymistyczne. O ile podchodziłem do tego tekstu z chęcią zweryfikowania nastrojów, o których mowa powyżej (szczególnie w negatywnej części), to wnikliwy rzut oka sprawia, że należy w dalszym ciągu z powagą podchodzić do zaistniałej sytuacji.
A zatem – ucinając spekulacje i dywagacje – moim zdaniem kryzys jest. Skąd to wiem i dlaczego tak uważam? Bo sprawdziłem i zestawiłem dane z ZUS i GUS.
ZUS to instytucja wiedząca chyba najwięcej o firmach i zatrudnieniu w Polsce. Korzystając z Portalu Statystycznego ZUS można sprawdzić np. liczbę płatników składek i liczbę ubezpieczonych.
I jak to wygląda?
Gdy porównamy liczbę płatników składek (czyli potoczenie rzecz ujmując – pracodawców) za trzy ostatnie kwartały, to nie zauważymy żadnej radykalnej zmiany. Liczba firm i innych podmiotów opłacających składki nie zmieniła się znacząco – odrobinę nawet wzrosła. W tym przypadku odrobina to ok. 50 tys. podmiotów (czyli przyrost o 2,5%), które dołączyły do grona płatników składek ZUS na koniec drugiego kwartału 2020 r. (2q2020) względem kwartału poprzedniego (1q2020).
Gdy spojrzymy na podmioty prywatne należące do rodzimych osób fizycznych – ta zmiana to ok. 20 tys. firm, które doszły od końca 2019 roku. W przypadku pozostałych podmiotów prywatnych – ta liczba praktycznie się nie zmienia.
Liczba płatników ogółem w Polsce w mln:
2q2020 2,091
1q2020 2,044
4q2019 2,044
W tym własność prywatna osób fizycznych (w mln):
2q2020 1,754
1q2020 1,721
4q2019 1,731
Natomiast jeśli zestawimy dane dotyczące liczby ubezpieczonych – sytuacja nie wygląda już tak stabilnie i różowo. W każdej grupie wiekowej ubyło ubezpieczonych – to oznacza, że ci ludzie stracili pracę.

Na powyższym wykresie doskonale widać, że nie było grupy wiekowej, w której liczba ubezpieczonych wzrosłaby w drugim kwartale 2020 r. względem poprzedniego okresu. Natomiast w niektórych grupach jest zdecydowanie gorzej niż w pozostałych. Mowa o tych, gdzie zatrudnienie spadło poniżej poziomu z końca 2019 r.
Widać też, że najbardziej ucierpieli młodzi ludzie. Największa różnica na wykresie widoczna jest w przypadku osób w wieku 20-24 lat. W stosunku do końca zeszłego roku, w tej grupie mamy teraz o ponad 200 tys. mniej ubezpieczonych.
Ogółem w Polsce ubyło od marca do czerwca 2020 r. ponad 261 tys. osób ubezpieczonych – czyli de facto zwolnionych. Tymczasem oficjalnie zarejestrowała się tylko połowa tej grupy (117 tys.), wg danych (tym razem) GUS. A i tak zarejestrowanych bezrobotnych jest ponad 1 milion.
To przekonuje mnie, że żyjemy teraz w kryzysie gospodarczym, a przy tym wg mnie nadal nie wiemy, czy jesteśmy już w najgorszym jego punkcie. Sądzę, że nie. Dlaczego? Dlatego, że oficjalne statystyki bezrobocia i ubezpieczeń ZUS nie obejmują danych sierpniowych, a moim zdaniem to właśnie w tym miesiącu najwięcej osób straciło pracę.
Dlaczego tak sądzę? Pracownicy na umowach o pracę z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia (większość zatrudnionych w Polsce – ponad 70%) w dużej części dostali od swoich pracodawców wypowiedzenia w kwietniu, a zatem mieli przed sobą jeszcze maj, czerwiec i lipiec. Czyli może być jeszcze gorzej.
Tymczasem w sprzedanej produkcji przemysłowej wyraźne odbicie, więc może firmy odpracują kiepski przełom marca i kwietnia, kiedy nic nie sprzedawano i nie zakładano prawie żadnych nowych działalności gospodarczych.
A co do tego wszystkiego ma komunikacja?
Niezależnie od branży, jeśli firma nie została zmuszona do sprzedawania aktywów i może nadal funkcjonować, rysują się cztery sytuacje, których konsekwencją mogą być różne scenariusze postępowania.
Scenariusz #1
Musieliście zwolnić pracowników
Mleko się rozlało. Trudno. Ale trzeba poinformować o tym klientów, dostawy dla których zależały od osób, które zwolniono. Jeśli odczują tę zmianę – informacja jest konieczna.
Można to zrobić bezpośrednio, jeśli klientów jest niewielu i mają oni swoich opiekunów handlowych. Co innego w przypadku dużej liczby klientów indywidualnych – konsumentów, kiedy nie ma fizycznej możliwości wykonania telefonu lub wysłania maila do wszystkich.
W takich sytuacjach należy posłużyć się komunikatem prasowym, a być może artykułem tekstem sponsorowanym lub inną płatną formą publikacji, aby dotrzeć z przekazem do klientów.
Trzeba o tym opowiedzieć i wyjaśnić wasze motywy postępowania pozostałym członkom zespołu, którzy muszą mieć pewność, że im z kolei nic nie grozi. Jeśli mają z zaangażowaniem walczyć o dalsze przetrwanie firmy, muszą być pewni swego bytu.
Scenariusz #2
Zwolnienia dopiero przed wami
Ta sytuacja jest dużo lepsza niż w przypadku pierwszego scenariusza. Komunikacją i wydarzeniami wokół zwolnień można więc odrobinę posterować. Można urządzić mniej lub bardziej oficjalne pożegnanie zwalnianych osób. W sytuacji, gdy firma musi pilnować kosztów, nie polecam fety z dużą pompą, ale domówka lub mała impreza w restauracji – to coś godnego rozważenia. Emocji nie można lekceważyć, a już na pewno nie w takim stresującym dla wszystkich momencie.
Zresztą nie tylko koledzy z zespołu mogą chcieć się pożegnać. Warto pozwolić zwalnianemu pracownikami pożegnać się z jego lub jej kontaktami po stronie klientów i dostawców. To może z kolei przynieść dodatkową korzyść – solidarność klientów i dostawców z waszą firmą.
Nie możecie w żadnym razie odpuszczać kontroli nad przekazem (choć nie zawsze się to uda). Warto więc nawet zaproponować pomoc odchodzącemu członkowi zespołu w sformułowaniu pożegnalnych maili czy przećwiczyć rozmowę telefoniczną z ważnymi osobami po stronie klientów. Do tych strategicznych warto odezwać się osobiście w tym kontekście, jeśli jesteś właścicielką (właścicielem) lub prezesem firmy. Być może potrzebują sygnału i dowodu, że wasze panujesz nad sytuacją, wasze relacje są w porządku i nic im nie zagraża. Pierwszym scenariuszem, który przychodzi do głowy, kiedy ktoś słyszy o zwolnieniach, to taki, w którym zwalniająca firma ma kłopoty. Z pewnością nie chcecie, aby klienci w taki sposób o was pomyśleli. Ani dziennikarze. Jeśli zwolnień jest dużo, a wasza firma jest znaczącym graczem, oni także mogą się zainteresować tematem.
Scenariusz #3
Zachowujecie wszystkich pracowników
Lub
Scenariusz #4
Firma rozwija się w pandemii i będą nowi pracownicy
Koniecznie poinformujcie klientów o tym, że dobrze wam idzie. W zależności od tego, jak sobie radzi konkurencja, Wasi odbiorcy mogą zacząć postrzegać was jako liderów, ekspertów i odważnych ludzi, którzy dbają o bezpieczeństwo, ale nie zapominają przy tym o rdzeniu biznesu.
Warto zdawać sobie również sprawę z tego, że świadomi klienci będą chcieli przejść do sprawniej zarządzanej firmy – i w ten sposób możecie bez agresywnej ekspansji przejmować odbiorców konkurencji.
Koniecznie pokazujcie, jak radziliście sobie z wyzwaniami. To będzie inspirujące i przyciągające. Większość firm w kłopotach milczy. Wy możecie zająć ich dotychczasową przestrzeń w mediach – zarówno w kontekście organicznym, jak i płatnym.
Koniecznie odpowiadajcie na każde pytanie kierowane do waszych firm ze strony dziennikarzy lub innych niezależnych twórców nastawionych na publikacje w sieci.
Przemilczenie bez udzielania odpowiedzi nic nie da, a już na pewno nie sprawi, że media przestaną interesować się tematem pytania. Jest ogromne ryzyko, że taki dziennikarz sam znajdzie odpowiedź na pytanie i nie będzie go konsultował ze zdaniem firmy, której on dotyczy. Jeszcze gorzej będzie, jeśli przygotuje materiał, w którym pozostaną pytania bez odpowiedzi – i zasieją niepokój wśród czytelników. A takiego scenariusza chyba nikt by nie chciał.
Jeśli potrzebujecie doradców, którzy potrafią sprawnie i szybko poradzić sobie z tworzeniem treści do różnych kanałów informacji, w tym szczególnie odpowiedzi na pytania dziennikarzy, to polecam mój zespół i siebie. Możemy przejąć te obowiązki, a po twojej stronie zostanie tylko akceptacja przesyłanych materiałów oraz rozmowa merytoryczna pomagająca nam przygotować się wcześniej do nowych komunikatów.
Konrad Bugiera
Doradca PR i komunikacji
Właściciel kancelarii doradczej KBDK

