Jak pokazać i policzyć solidarność – zadanie na święta i przyszły rok
KONRAD BUGIERA
Wiemy wszyscy, że w Polsce trudno o solidarność. Dlatego na nadchodzące święta życzę jej przede wszystkim. Najbardziej przedsiębiorcom, przed którymi trudny moment, bo informacje o spadających zamówieniach docierają z różnych stron. Wszystkim tym, którzy mogą sobie na to pozwolić – życzę poczucia lojalności wobec dostawców, dzięki któremu być może uda się przetrwać niejednemu małemu biznesowi. Na początku pandemii poszło z tym nieźle, gdy wszyscy byli w miarę elastyczni po latach koniunktury. Teraz będzie trudniej, bo prawie wszyscy są już pandemią i wojną nadwyrężeni.
Na pewno w świetle utrudnień, z jakimi się mierzymy na co dzień, łatwiej będzie przejść przez nie wspólnie. Wobec polaryzacji społeczeństw, zaostrzenia postaw i radykalizacji przekazu chyba we wszystkich środkach komunikacji, co jest możliwe dzięki rozwojowi technologii, to nie technologia będzie remedium na kłopoty trapiące współczesną ludzkość. I nie są to wyłącznie moje słowa.
Wypowiedziała je Natalia Hatalska w czasie rozmowy, którą na żywo (korzystając z technologii video transmisji – a jakże) przeprowadził Przemek Wojak z Q&A podczas spotkania Cannes Lions 2022. Co zatem trzeba robić? Warto stawiać na współpracę i relacje. To właśnie otwartość na współpracę z innymi i utrzymywanie relacji ma szansę złagodzić współczesność.
Takie wnioski wynikają też – ogólnie rzecz biorąc – z moich badań prowadzonych na potrzeby doktoratu na firmach, które są członkami izb gospodarczych. Mam nadzieję, że wkrótce będę miał możliwość napisać o tym więcej.
Wracając jednak do solidarności – idą czasy, kiedy solidarność trzeba będzie liczyć i kwantyfikować. Mam na myśli to, co kryje się za środkową literą w skrócie ESG, czyli działaniach związanych z utrzymaniem przez organizacje (firmy, ale nie tylko) ładu środowiskowego, społecznego i korporacyjnego.
ESG – jak się mówi – to kolejny krok po CSR, włączający do równania element środowiskowy. Jak przewidują eksperci z dużych firm doradczych oraz dużych NGO-sów związanych z działaniem na rzecz rozwoju przedsiębiorczości i warunków dla biznesu, na spółkach giełdowych, bankach i innych instytucjach finansowych ESG się nie zatrzyma. Polecam w tym kontekście dwa artykuły, linki do których wklejam na końcu tego wpisu.
I choć nie mam zamiaru bagatelizować kwestii środowiskowych (nie mamy planety B – totalna zgoda), to jednak ostatnich kilkanaście i kilkanaście najbliższych miesięcy sprawi, że trzeba będzie skupić się raczej na literze S niż E. To będzie wyzwanie dla wszystkich tych, którzy rzeczywiście prowadzą działania związane z odpowiedzialnością społeczną – wewnątrz i na zewnątrz firm – aby nie pozwolić na dewaluację ESG wszystkim tym, którzy będą chcieli cynicznie wykorzystać trend do poprawy własnego wizerunku. Lepiej więc zacząć już teraz komunikowanie w jakich relacjach firma jest ze środowiskiem, społeczeństwem, własnym zespołem i dostawcami. Aby te relacje były jak najlepsze i dostarczały pretekstów do dzielenia się dobrymi informacjami – tego życzę na najbliższe święta i cały 2023 rok naszym obecnym Wspaniałym Klientom, a także tym, którzy dopiero rozważają dołączenie do tego grona. A gdy tylko te preteksty się pojawią – chętnie pomożemy Wam, aby świat się o nich dowiedział.
Poniżej linki do artykułów, o których wspomniałem wyżej:
RP.PL – Od ESG w nieruchomościach nie ma odwrotu
4 ways ESG disclosures are transforming how successful companies operate

Konrad Bugiera
doradca PR, założyciel i właściciel kancelarii doradczej KBDK
Odpowiednie dać rzeczy słowo
SALOME KIELAR
Czy w czasie nadchodzących świąt obejrzę Frozen po raz dwa tysiące sto trzydziesty siódmy? Naturalnie i to wcale nie tylko dlatego, że mam dwie córki (młodsza jeszcze nie mówi, więc póki co obywa się bez kłótni, która z nich w zabawie będzie Elsą). Po prostu sama kocham ten film, a refren Let It Go towarzyszy mi w przedświątecznych przygotowaniach. Oryginał, nie polska wersja, ponieważ jakkolwiek fraza „Mam tę moc” może działać motywująco, nie o to chodzi w tej piosence.
Napisałam dwie prace dyplomowe o przekładzie piosenek na potrzeby dubbingu, więc wiem, jakie to trudne – trzeba wziąć pod uwagę ruch ust postaci, zrymować (najlepiej niebanalnie) w obrębie mocno ograniczonej frazy, a przy tym oddać treść. I jak u mechanika z triady „szybko, tanio, dobrze” możesz wybrać na raz tylko dwa elementy, tak w tłumaczeniach piosenek zwykle co najmniej jeden kuleje, niestety często właśnie ten ostatni, czyli ich sens.
Podczas komunikacji chcemy zachować decorum, wyjść na elokwentnych, ale przede wszystkim przekazać daną treść. Nie każdy z nas jest Hansem Landą z Bękartów wojny Tarantino, żeby rzucać błyskotliwe teksty w pięciu językach, tłumaczenia zlecamy zatem specjalistom. A co gdyby zamiast oryginału i przekładu/przekładów powstawało kilka równorzędnych tekstów w różnych językach? Na pewno nie byłoby później takiej przepaści, jak pomiędzy anglosaską wyzwoloną kobietą, która wreszcie zdecydowała sobie odpuścić, ponieważ „That perfect girl is gone”, a Polką, która, zakasawszy rękawy, wmawia sobie i światu, że „ma tę moc”, jednocześnie piekąc pierniczki, myjąc okna, pakując prezenty dla całej rodziny, które sama wcześniej skompletowała, kończąc raport, wycinając papierowe gwiazdy i czekając, aż wreszcie będzie po świętach, żeby mogła odpocząć.
Bez względu na to, czy macie tę moc, czy raczej podobnie do mnie wrzucacie na luz i realizujecie świąteczny plan minimum, nie pozwólcie, żeby ktoś wkładał Wam w usta słowa, z którymi się nie identyfikujecie. Tego życzę Wam w nadchodzącym roku.

Salome Kielar
creative editor
Jak pokonać Bazyliszka nie patrząc mu w oczy, czyli sposób na skuteczną komunikację w kryzysie
AGNIESZKA JAWORSKA-GOŹDZIEWSKA
Bazyliszek, który pod postacią pandemii dusił sprawnie funkcjonujące wcześniej firmy, dzisiaj przybrał postać hydry lernejskiej, która kąsa przedsiębiorców licznym problemami sprawiając, że coraz trudniej funkcjonuje się na gospodarczej arenie. Jak komunikowały się firmy w okresie pandemii, a jak robią to dziś – w obliczu wojny i wielkiego kryzysu? Czy istnieje recepta na skuteczną komunikację w kryzysie?
Czy wyciągamy wnioski z okresu pandemii?
Komunikowanie się w okresie hossy, gdy do przekazania mamy same dobre wieści wydaje się być proste, w rzeczywistości też przynosi wiele trudności, ale na pewno nie wymaga takiej finezji i wirtuozerii jak prowadzenie dialogu w trudnych czasach.
Mamy w pamięci okres pandemii, kiedy – zwłaszcza w jej początkowej fazie – poczuliśmy się bezradni. Zaskakująca nas poczucie zagrożenia, strach wynikający ze zbyt mało precyzyjnych danych, wątłe informacje o przyczynach i skutkach zakażeń sprawiły, że zastygliśmy w bezruchu. Bardziej doświadczeni i czujni wiedzieli jednak, że w takim położeniu pozostać na dłużej nie wolno. Tutaj opłaciło się wdrożenie strategii: działam i staram się funkcjonować możliwie sprawnie, wbrew pojawiającym się przeciwnościom losu. Ci, którzy tak zrobili przetrwali i w większości przypadków funkcjonują do dzisiaj. Według badania „Kryzysometr 2020 – komunikacja w czasie pandemii”, przeprowadzonego przez Alert Media Communications wśród specjalistów, managerów i dyrektorów komunikacji oraz rzeczników prasowych, COVID-19 było dużym wyzwaniem dla firm i instytucji. Wśród badanych organizacji cztery na pięć wprowadziło specjalne sztaby kryzysowe, a 96% z nich zmieniło format swoich działań komunikacyjnych. Chociaż wybuch kryzysu związanego z pandemią był trudny do przewidzenia, to w zarządzaniu nim okazały się pomocne wcześniej istniejące przygotowanie do komunikacji kryzysowej, czyli m.in. szkolenia, opracowane wcześniej manuale kryzysowe oraz powołanie koordynatora ds. sytuacji kryzysowych. Ponad połowa podmiotów w tym czasie ograniczyła działalność reklamową i aż 73% firm zdecydowało się na realizację i komunikację społecznych inicjatyw, które wspierały walkę z epidemią. Bardzo wzrosło znaczenie komunikacji wewnętrznej – zwłaszcza w okresie lockdownu, kiedy zwykły przepływ informacji był niemożliwy.
Czego uczy nas wojna w Ukrainie?
Firmy podążającą tą ścieżką podobnie zachowały się także w obliczu wojny w Ukrainie. Wiele z nich ruszyło z pomocą potrzebującym, ale rozumieli także, że muszą sprawnie funkcjonować, aby przetrwać, wzrastać i także po to, aby nadal móc pomagać. Alert Media Communications przeprowadziło „Kryzysometr” 100 dni po wybuchu wojny w Ukrainie. Tylko 5% badanych zadeklarowało, że komunikuje się w taki sam sposób jak dotychczas. Pozostałe firmy wdrożyły nowe działania w obszarze komunikacji zewnętrznej i wewnętrznej. Szczególnie popularne i przydatne stały się Q&A, wdrażane w 44% organizacji. W badaniu zadano także pytanie o dalszy rozwój sytuacji. Okazało się, że im wyższe stanowisko w organizacji tam bardziej zauważało się optymistyczne nastawienie do dalszych losów firmy, wynikające z większej wiedzy o planach i kierunkach rozwoju organizacji. Pokazuje to, że przyszłość należy do działów PR, które powinny pracować nad sprawną komunikacją na wszystkich poziomach firmy.
2023 rok – 365 dni potencjalnych problemów
Od początku 2022 roku w Polsce zamknęło się niemal 150 tys. firm prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Nadchodzący rok z pewnością nie zahamuje tej fali, a eksperci określają, że dodatkowo będzie rekordowy pod względem zmieniających się przepisów. Utrzymująca się wysoka inflacja, kryzys energetyczny i niestabilna sytuacja gospodarcza w znaczący sposób wpłyną na polskie przedsiębiorstwa. Przed jakimi zadaniami zatem stają działy PR i zewnętrzne podmioty obsługujące ten obszar? Wiemy już, że najgorsza jest bierność. Wcześniejsze – niezwykle trudne dla wielu firm doświadczenia – pokazują, że trzeba będzie skupić się równie mocno na komunikacji zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Nasi klienci powinni otrzymywać jasny komunikat o kondycji przedsiębiorstwa, naszych planach na przyszłość. Oczekują zapewnienia, że ich ulubiona marka będzie trwać pomimo niepewnych czasów. Tego samego oczekują także pracownicy. Dlatego dla nich trzeba przygotowywać spójne komunikaty, dające im poczucie stabilizacji, ale także informujące o kierunkach rozwoju organizacji oraz planach na wypadek sytuacji awaryjnych. W pilnowaniu powyższego dużą rolę będą odgrywać działy PR, ale przede wszystkim przydatne okażą się zewnętrzne podmioty doradcze, specjalizujące się w projektowaniu komunikacji kryzysowej.

Agnieszka Jaworska-Goździewska
creative consultant
Przyjmijmy zbłąkanego wędrowca
JACEK SIMINSKI
Od wydarzeń z lutego, które skupiły uwagę całego świata na Europie Środkowo-Wschodniej, a przede wszystkim na naszym wschodnim sąsiedzie – Ukrainie – minęło już 10 miesięcy. W wigilijny wieczór będzie to dokładnie 10 miesięcy. Piotr Zychowicz, prowadzący kanał Historia Realna na YouTube odcinki zaczyna zdaniem „Historia dzieje się na naszych oczach”. Nie ma chyba trafniejszego w bieżącym kontekście sformułowania.
Polska, jak i cała Europa, czy nawet sfera relacji transatlantyckich – zmieniły się w ciągu tych 10 miesięcy dość znacznie. W Polsce – mimo iż zjawisko to miało miejsce u nas już od lat wcześniejszych – obecność obywateli Ukrainy stała się jeszcze bardziej namacalna. Wraz z wojną przybyło do nas wiele osób szukających nie tylko zatrudnienia, ale i takich, którzy zostawili za sobą biznes, albo go ze sobą przynieśli – a takie osoby, mimo ogromnego bagażu doświadczenia jaki ze sobą niosą, mogą nadal zmagać się z problemem każdego podróżnika czy migranta, transcendentalnie przekraczającego kulturalny Rubikon – czyli wyzwaniami komunikacyjnymi.
W nowej, coraz bardziej wielokulturowej rzeczywistości będziemy zmagać się z koniecznością ustalenia kanałów komunikacji między nami, a osobami niekoniecznie solidnie osadzonymi w polskiej kulturze. Dlatego nadchodzący rok może dość mocno skupić się na potrzebie budowania fundamentów pod relacje i komunikację w zupełnie nowym, wielokulturowym wymiarze. Mimo tego, że Polska gospodarka dość mocno opiera się zewnętrznym wpływom, znajdujemy się w sytuacji, w której trzeba będzie proces wchłaniania i recepcji przybyłego kapitału wiedzy i umiejętności przyspieszyć. A nowe wyzwania komunikacyjne z tym związane stworzą również szereg nieznanych dotąd potrzeb, z którymi wszyscy będziemy musieli, prędzej czy później, sobie poradzić.
Między tymi dwoma światami leży jeszcze jedna bariera – bariera języka. Mimo, iż Ukraińcy kulturowo jak i językowo Polakom są dużo bliżsi niż na przykład obywatele Finlandii, w specjalistycznych domenach biznesu język codzienny może nie wystarczać. Wysokie zatem jest prawdopodobieństwo, że w nadchodzącym roku zwiększy się popyt na ogniwa komunikacyjne łączące ze sobą te dwa, na pozór podobne, jednak skrajnie odmienne światy. Takim ogniwem może okazać się usługa transkreacji, przekładu jednego kontekstu kulturowego na drugi. Być może, z uwagi na fakt, iż niekoniecznie osoby prowadzące wysoko wyspecjalizowaną działalność gospodarczą w Polsce będą dysponować ukraińskim zasobem językowym, kanałem pośrednim stanie się lingua franca, czyli język angielski. A i tutaj branże wysoko wyspecjalizowane będą wykazywać wysoki popyt na specjalistów nie tylko biegle operujących tymże językiem, ale znających także niuanse i zawiłości komunikacyjne konkretnego sektora czy branży.
Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, z pewnością będziemy musieli być gotowi na to, by stworzyć pole do komunikacji dla nowych przybyszy, zadomawiających się na polskiej płaszczyźnie gospodarczej – ich obecności nie można zaprzeczyć, nie można jej zignorować, odstawić na bok – w miarę jak obecność ta staje się coraz to bardziej widoczna. Szukajmy nici dialogu i porozumienia z naszymi gośćmi – przypominającymi trochę niespodziewanego gościa przy wigilijnym stole, przychodzącego w potrzebie do naszego domu i pukającego z nadzieją do naszych drzwi – prawdopodobnie możemy się od nich wiele nauczyć. Nie ma w relacjach nic cenniejszego, niż bezinteresowna pomoc, która skutkuje tym, że druga strona jest nam wdzięczna, a wdzięczność tę wyraża w zdaniu „I owe you one”.

Jacek Siminski
creative associate
